poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział Pierwszy. Ucieczka.

W jednej z królewskich komnat, znajdowała się młoda kobieta. Siedziała na wielkim łożu, pokrytym białymi poduszkami. W ręku trzymała mały, ostry jak brzytwa sztylet, który w posiadaniu mistrza mógłby być śmiercionośną bronią.
Jej czarne włosy podkreślały bladą cerę, a kocie oczy dodawały uroku. Twarz miała przybraną w smutnym uśmiechu, bo kto chciałby być uwięziony w wieży przez tyle lat. Tak, ta piękna istota była uwięziona. Nie mogła nigdzie wyjść, słońce widziała i czuła jedynie przez okno, które strzegły czarne kraty. Niebo widziała zamazane, gwiazdy widziała w snach, a uśmiechy jej rodziny ? Były gdzieś w środku niej, te wszystkie uczucia chciały z niej wypłynąć, ale to nie było możliwe w tym mrocznym zamku...
Jedynym zajęciem było liczenie znaków, które namalowane były na jednej ze ścian. W dzień pisała, czytała i oczywiście marzyła, ale czy w nocy tylko spała ? Oczywiście, że nie.

Na niebie pojawiło się tysiące gwiazd, których nasza bohaterka widziała tylko przez szczelinę w kracie. Mogłoby się wydawać, że Księżyc oświetlał właśnie wszystkie jeziora, morza, oceany i rzeki jakie istniały na tym magicznym świecie. Ile ona by dała, żeby ujrzeć taki widok. Tylko jedną, maciupeńką minutę, tylko tyle, czy to aż tak wiele ?

Leżała nieruchomo na łóżku, przykryta do połowy kocem. Nagle uchyliła lekko oczy, mrużąc je przy okazji. Powolnym ruchem, rękę skierowała pod poduszkę. Jej szpiczaste uszy poruszyły sie niebezpiecznie. Szybko wstała i przyłożyła nieznajomemu piękny sztylet do gardła. Ów napastnik nieco wystraszony, uśmiechnął się.
-Idzie ci coraz lepiej, ale pamiętaj, w każdej chwili może być za późno. -niski staruszek z siwym owłosieniem na głowie, podrapał się po brodzie.
-Klaus wystraszyłeś mnie. -zaniepokoiła się. - Mogłam ci coś zrobić !
-ale nie zrobiłaś. -oznajmił i spojrzał spokojnie na dziewczynę. - Larien. Musisz uciekać.

To był dla niej szok. Tyle lat w zamkniętych mrokiem murach, zero nadziei na wydostanie się, a teraz pojawił się promień nadziei.
-Przyjacielu, próbowałam mnóstwo razy, ale każda próba kończyła się coraz mniejszymi nadziejami. Czy myślisz, że tym razem się uda ? -oparła się o fioletową ścianę, lekko wzdychając. Przypomniała sobie jej ucieczki, ale ciągle ją łapali. Być może nie była jeszcze dostatecznie gotowa ?
-Moje drogie dziecko. Zaufaj mi. Jesteś gotowa. Nocami cię szkoliłem na potężnego wojownika, chciałem abyś zrównała sile nawet potężnemu Królowi Elfów, i ci się udało. Jesteś Wielka Larien, a raczej Księżniczko Rivendell, Kapłanko Natury. Tym razem się na pewno uda. -w jej sercu pojawił się błysk wielkiej radości. Być obdarowaną takimi słowami , i to jeszcze przez tak Dobrego Człowieka jak ten Niziołek. To aż za wiele dla niej.
Miała ochotę się rozpłakać ze szczęścia, ale nie, coś jej przeszkadzało. Grube palce starca je powstrzymały. Kciukiem starł jedną pojedynczą łzę, która czaiła się gdzieś w zakątku jej kociego oka.
-Drogie Dziecko, nie ma co rozpaczać. -uśmiechnął sie przyjaźnie. -Ubieraj się, bo przecież nie wyjdziesz w piżamach. -podał jej jakąś paczkę.
Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.
-Co to jest ?
-Załóż to. Przecież Księżniczce nie przyswoi chodzić w obdartych szatach. -Otworzyła pakunek i uśmiechnęła się w stronę starca.
-Dziękuję. -weszła przez drewniane drzwi do jakiegoś ciemnego pomieszczenia.

Po paru minutach wyszła z łazienki. Podeszła do lustra i spojrzała na prezent. Otóż owym prezentem był strój, ale to nie byle jaki. Składał się on z jakby czarnego stanika, który był trochę dłuższy i czarnych, wąskich legginsów. Na stopach miała buty, a na rękach czarne rękawiczki bez palców.
-Idealnie. -podał jej gumkę , która posłużyła jako upięcie włosów w jednego dużego warkocza.
-Przyjacielu, gdy mi się uda uciec, co będzie z tobą? -zapytała poważnie, narzucając na siebie czarną pelerynę z kapturem. Klaus nie odpowiedział. Za to złapał Larien za rękę i pociągnął w stronę drzwi.


Gdy biegli korytarzem nikogo ze straży nie spotkali, jedynie przed stajnią zrobił się duży kłopot, gdyż Konie pilnowało trzech strażników. Larien wzięła łuk do ręki i strzeliła jednemu prosto w serce. Dwójka Mrocznych Elfów spojrzała na nią przerażona. Chcieli coś powiedzieć, bądż wyjąć broń, ale nie zdążyli.
-Żegnam. -dwie strzały przebiły dwie istoty, które padły na mokrą i zimną ziemię. Jej celność była idealna, tak samo jak słuch.
-Idzie ci coraz lepiej. -oznajmił mężczyzna, który patrzył z wielkim uznaniem na trójkę truposzy.
Dziewczyna chciała już coś powiedzieć, ale znieruchomiała. Wolnym krokiem podeszła do Czarnego Konia z białą gwiazdą na czole.
-Aglat. -szepnęła cicho, przytulając się do jego grzywy. -Myślałam, że coś mu zrobili.
-Gdy cię porywali, jego zaciągnęli tu razem z tobą. Ma się dobrze. -powiedział mężczyzna. -ale teraz śpiesz się.
Czarnowłosa wsiadła na jej czteronożnego przyjaciela, który z wielką uciechą zarżał.
-Cii.-uciszyła go.
-Larien, uciekaj. -powiedział starzec. -Pamiętasz co ci opowiadałem, że Prawdziwy Pierścień nie został zniszczony ? Powiedz swemu ojcu o tym. I przekaż mu najważniejsze informacje. - Zdenerwowanie w dziewczynie wzrastało z każdym słowem.
-Dobrze, ale Klasu, co się z tobą stanie ?
-O mnie się nie martw. -uśmiechnął się do niej.
-Wioo ! -krzyknął i klepnął konia, a ten jak szalony, zaczął kierować się do wyjścia z zamku, razem z ciemnowłosą.

Zielonooka mimo, że czuła smutek po stracie przyjaciela, nie chciała się cofnąć. Wiedziała, że jeśli się teraz cofnie, całe jego starania pójdą na marne.
Była już coraz bliżej bramy. Oczywiście ktoś musiał jej pilnować. Wyjęła łuk i szybko strzeliła dwóm elfom strzałę w pierś. Uciekła.
  Paręnaściemetrów później, zatrzymała się. Spojrzała na czarny zamek. Wiedziała trzy rzeczy. Odnajdzie Prawdziwy Pierścień, Nie pozwoli aby zarwane nocy na treningi poszły na marnę, i uratuje jej przyjaciela, odważnego Hobbita Klausa Bagginsa.

♣ ♣ ♣ ♣ ♣

 Witajcie, oto pierwszy rozdział na tym blogu. Mam nadzieję, że wam się spodobał. Liczę na komentarze i szczere opinie.

12 komentarzy:

  1. Jak wiesz *sama mi go wysłałaśXD* czytałam ten rozdział już na GG^^ I powiem ci to, co przedtem! Omal się nie popłakałam...po paru zdaniach pokochałam Klausa, a ty mi go perfidnie odcięłaś od historii=.= "Będę stac nad toba z ruzgą i patrzec, czy przypadkiem nie chcesz mu zrobić krzywdy *niech bozia cię chroni, jeśli tak*. Larien jesr strasznie odważna i za to ją kocham^^ Taka bojowa dziewczyna:3
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. lubię jak piszesz , pisz Dalej. : D ; 33

    OdpowiedzUsuń
  3. nieźle ;)
    masz talent ;d
    pisz dalej ;>

    ewaa-farnaa-ef.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest ok, długość powalająca ale jest naprawdę ok pisz dalej ! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny styl pisania oby tak dalej super blog !♥
    zapraszam do siebie http://szczuple-uda.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. wow! to! jest! super!
    pozdrawiam!
    whenever z http://pokochacmarzenia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Przerażająca długość, ale sama treść genialna!
    Podoba mi się wygląd bloga. Taki tajemniczy, a zarazem zrównoważony.

    Zapraszam na:
    swiatiobiektyw.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajne.pa.pa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie piszesz!
    Nagłówek jest świetny! ;DD
    http://blogzakreconejnastolatki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. sorry ale juz przy pierwszym zdaniu ziewnelam...bez obrazy...po prostu ja nie przepadam za czyms takim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm. Wiesz, dzięki. Normalnie humor mi poprawiłaś..-.-
      ale może gdybyś przeczytała o te parę zdań więcej, nie nudziłabyś się..

      Usuń