W
jednej z królewskich komnat, znajdowała się młoda kobieta.
Siedziała na wielkim łożu, pokrytym białymi poduszkami. W ręku
trzymała mały, ostry jak brzytwa sztylet, który w posiadaniu
mistrza mógłby być śmiercionośną bronią.
Jej
czarne włosy podkreślały bladą cerę, a kocie oczy dodawały
uroku. Twarz miała przybraną w smutnym uśmiechu, bo kto chciałby
być uwięziony w wieży przez tyle lat. Tak, ta piękna istota była
uwięziona. Nie mogła nigdzie wyjść, słońce widziała i czuła
jedynie przez okno, które strzegły czarne kraty. Niebo
widziała zamazane, gwiazdy widziała w snach, a uśmiechy jej
rodziny ? Były gdzieś w środku niej, te wszystkie uczucia chciały
z niej wypłynąć, ale to nie było możliwe w tym mrocznym zamku...
Jedynym
zajęciem było liczenie znaków, które namalowane były
na jednej ze ścian. W dzień pisała, czytała i oczywiście
marzyła, ale czy w nocy tylko spała ? Oczywiście, że nie.
Na
niebie pojawiło się tysiące gwiazd, których nasza bohaterka
widziała tylko przez szczelinę w kracie. Mogłoby się wydawać, że
Księżyc oświetlał właśnie wszystkie jeziora, morza, oceany i
rzeki jakie istniały na tym magicznym świecie. Ile ona by dała,
żeby ujrzeć taki widok. Tylko jedną, maciupeńką minutę, tylko
tyle, czy to aż tak wiele ?
Leżała
nieruchomo na łóżku, przykryta do połowy kocem. Nagle
uchyliła lekko oczy, mrużąc je przy okazji. Powolnym ruchem, rękę
skierowała pod poduszkę. Jej szpiczaste uszy poruszyły sie
niebezpiecznie. Szybko wstała i przyłożyła nieznajomemu piękny
sztylet do gardła. Ów napastnik nieco wystraszony, uśmiechnął
się.
-Idzie
ci coraz lepiej, ale pamiętaj, w każdej chwili może być za późno.
-niski staruszek z siwym owłosieniem na głowie, podrapał się po
brodzie.
-Klaus
wystraszyłeś mnie. -zaniepokoiła się. - Mogłam ci coś zrobić !
-ale
nie zrobiłaś. -oznajmił i spojrzał spokojnie na dziewczynę. -
Larien. Musisz uciekać.
To
był dla niej szok. Tyle lat w zamkniętych mrokiem murach, zero nadziei na wydostanie się, a teraz pojawił się promień nadziei.
-Przyjacielu,
próbowałam mnóstwo razy, ale każda próba
kończyła się coraz mniejszymi nadziejami. Czy myślisz, że tym
razem się uda ? -oparła się o fioletową ścianę, lekko
wzdychając. Przypomniała sobie jej ucieczki, ale ciągle ją
łapali. Być może nie była jeszcze dostatecznie gotowa ?
-Moje
drogie dziecko. Zaufaj mi. Jesteś gotowa. Nocami cię szkoliłem na
potężnego wojownika, chciałem abyś zrównała sile nawet
potężnemu Królowi Elfów, i ci się udało. Jesteś
Wielka Larien, a raczej Księżniczko Rivendell, Kapłanko Natury.
Tym razem się na pewno uda. -w jej sercu pojawił się błysk
wielkiej radości. Być obdarowaną takimi słowami , i to jeszcze
przez tak Dobrego Człowieka jak ten Niziołek. To aż za wiele dla
niej.
Miała
ochotę się rozpłakać ze szczęścia, ale nie, coś jej
przeszkadzało. Grube palce starca je powstrzymały. Kciukiem starł
jedną pojedynczą łzę, która czaiła się gdzieś w
zakątku jej kociego oka.
-Drogie
Dziecko, nie ma co rozpaczać. -uśmiechnął sie przyjaźnie.
-Ubieraj się, bo przecież nie wyjdziesz w piżamach. -podał jej
jakąś paczkę.
Dziewczyna
spojrzała na niego zdziwiona.
-Co
to jest ?
-Załóż
to. Przecież Księżniczce nie przyswoi chodzić w obdartych
szatach. -Otworzyła pakunek i uśmiechnęła się w stronę starca.
-Dziękuję.
-weszła przez drewniane drzwi do jakiegoś ciemnego pomieszczenia.
Po
paru minutach wyszła z łazienki. Podeszła do lustra i spojrzała
na prezent. Otóż owym prezentem był strój, ale to nie
byle jaki. Składał się on z jakby czarnego stanika, który
był trochę dłuższy i czarnych, wąskich legginsów. Na
stopach miała buty, a na rękach czarne rękawiczki bez palców.
-Idealnie.
-podał jej gumkę , która posłużyła jako upięcie włosów
w jednego dużego warkocza.
-Przyjacielu,
gdy mi się uda uciec, co będzie z tobą? -zapytała poważnie,
narzucając na siebie czarną pelerynę z kapturem. Klaus nie
odpowiedział. Za to złapał Larien za rękę i pociągnął w
stronę drzwi.
Gdy
biegli korytarzem nikogo ze straży nie spotkali, jedynie przed
stajnią zrobił się duży kłopot, gdyż Konie pilnowało trzech
strażników. Larien wzięła łuk do ręki i strzeliła
jednemu prosto w serce. Dwójka Mrocznych Elfów
spojrzała na nią przerażona. Chcieli coś powiedzieć, bądż
wyjąć broń, ale nie zdążyli.
-Żegnam.
-dwie strzały przebiły dwie istoty, które padły na mokrą i
zimną ziemię. Jej celność była idealna, tak samo jak słuch.
-Idzie
ci coraz lepiej. -oznajmił mężczyzna, który patrzył z
wielkim uznaniem na trójkę truposzy.
Dziewczyna
chciała już coś powiedzieć, ale znieruchomiała. Wolnym krokiem
podeszła do Czarnego Konia z białą gwiazdą na czole.
-Aglat.
-szepnęła cicho, przytulając się do jego grzywy. -Myślałam, że
coś mu zrobili.
-Gdy
cię porywali, jego zaciągnęli tu razem z tobą. Ma się dobrze.
-powiedział mężczyzna. -ale teraz śpiesz się.
Czarnowłosa
wsiadła na jej czteronożnego przyjaciela, który z wielką
uciechą zarżał.
-Cii.-uciszyła
go.
-Larien,
uciekaj. -powiedział starzec. -Pamiętasz co ci opowiadałem, że
Prawdziwy Pierścień nie został zniszczony ? Powiedz swemu ojcu o
tym. I przekaż mu najważniejsze informacje. - Zdenerwowanie w
dziewczynie wzrastało z każdym słowem.
-Dobrze,
ale Klasu, co się z tobą stanie ?
-O
mnie się nie martw. -uśmiechnął się do niej.
-Wioo
! -krzyknął i klepnął konia, a ten jak szalony, zaczął kierować
się do wyjścia z zamku, razem z ciemnowłosą.
Zielonooka
mimo, że czuła smutek po stracie przyjaciela, nie chciała się
cofnąć. Wiedziała, że jeśli się teraz cofnie, całe jego
starania pójdą na marne.
Była
już coraz bliżej bramy. Oczywiście ktoś musiał jej pilnować.
Wyjęła łuk i szybko strzeliła dwóm elfom strzałę w
pierś. Uciekła.
Paręnaściemetrów później, zatrzymała się. Spojrzała na czarny
zamek. Wiedziała trzy rzeczy. Odnajdzie Prawdziwy Pierścień, Nie
pozwoli aby zarwane nocy na treningi poszły na marnę, i uratuje jej
przyjaciela, odważnego Hobbita Klausa Bagginsa.
♣ ♣ ♣ ♣ ♣
Witajcie, oto pierwszy rozdział na tym blogu. Mam nadzieję, że wam się spodobał. Liczę na komentarze i szczere opinie.